Tytuł: Compiler
Autor: thisstyle
Gatunek: fanfiction
Ocena: 1/10
Bardzo
cenię sobie estetykę na blogu – Compiler
jako takiej nie posiada. Pierwsze, co widzimy, to rozjechany szablon
z Justinem Bieberem. Utrzymany w kolorystyce czarno-biało-szarej.
Wygląda nie tak źle, jakby się wydawało – za wyjątkiem tego
rozjechania – ale biała czcionka na czarnym tle nigdy nie jest
dobrym rozwiązaniem. Za bardzo atakuje oczy i sprawia, że szybko
się męczą, zwłaszcza że rozdziały są przyzwoitej długości.
Po przeczytaniu prologu, oprócz wrażenia, że zostałam wręcz
zakopana pod stertą błędów, mam też wrażenie, że autorka po
prostu nie wie, o czym pisze. Główna bohaterka za chwilę ma wyjść
z sierocińca, ale w rozmowie ze swoją przyjaciółką wyznaje, że
wolałaby tam zostać, bo będzie jej brakowało przyjaciół... To
tak nie działa. Dzieci i młodzież w takich ośrodkach są trudnymi
osobami. Wychowują je obcy ludzie, którzy często wcale nie darzą
ich sympatią, tylko robią, co muszą – w końcu to ich praca. A i
rówieśnicy nie są cudowni i przyjacielscy, tylko wręcz
przeciwnie, jeden dokucza drugiemu, zwłaszcza starsi młodszym. Nie
wiem, może w filmach takie środowisko jest przestawiane pięknie i
gładko, ale tak nie jest.
Rozdział pierwszy opowiada o zupełnie innej osobie – takie
odniosłam wrażenie. Serafin – główna bohaterka, nagle wydaje
książkę. Właściwie w pierwszym fragmencie rozmawia z Willem
(którego postać pojawiła się bez ładu i składu) o tym, że ową książkę ma wydać, a w kolejnym już ową książkę wydała.
Nagłe wprowadzenie jakieś ogromnej pasji bohatera, gdzie wcześniej
nie było o tym nawet malusieńkiej wzmianki, że to w ogóle lubi –
temu mówię stanowcze: nie.
Co najlepsze, opis opowiadania brzmi:
„Zwyczajna powieść o ciętej, parującej bezlitosnymi słowami blogerce, która zachłysnęła swojej popularności poprzez wzbiciu się na FF, w którym głównym bohaterem jest Justin Bieber. Idol nastolatek nie jest tym faktem przekonany i dlatego też oboje już po pierwszym spotkaniu skreślają swoje relacje”.
Serafin
paruje i w dodatku jest ucięta – ciekawe gdzie, może tak w pasie?
Wzbiła się w przestworza, lecąc na swoim FF.
Pomijając
dziwny opis, który nasuwa nam wizję czystej komedii
fantastycznej...
Historia
obfituje w dziwne i wyrwane z kontekstu porównania, jak np. „Cała
trójka wie, że gdy ktoś ma problem może walić jak w
dym” bądź „Przeczesałam spoconymi dłońmi
swoje jak węgiel włosy nabierając do płuc
ogrom powietrza”.
Większość
zdań ma błędy – jak nie interpunkcyjne, to ortograficzne. O
błędach w zapisie dialogów już nie wspominając. Błąd błędem
błędy pogania – tak w skrócie. Dialogi dodatkowo są tak
sztywne, że okropnie męczyłam się przy czytaniu. Właściwie
nawet o stylu pisania nie mogę powiedzieć, że jest lekki i
przyjemny – bo wtedy musiałabym skłamać.
Sama
fabuła jest tak dziurawa, że nawet nie wiem, do czego ją porównać.
Bohaterowie są sztuczni i sztywni. Gdzie się podziała dziewczyna z
prologu, opuszczona przez rodziców, biedna sierota? Daję słowo,
już wolałabym czytać o pokrzywdzonej przez los dziewczynce, niż o
takiej – przepraszam, inaczej nie umiem – idiotce.
Naprawdę
nie potrafię dać temu opowiadaniu więcej, niż jeden.
Dziury w fabule, kartonowi bohaterowie, błędy interpunkcyjne,
ortograficzne, nienaturalne dialogi... Błąd na błędzie.
Po raz pierwszy trafiłam na twojego bloga. Jeżeli chodzi o obiekt recenzji to niestety takich blogów jest coraz więcej. Nie rozumiem jak można zabierać się za pisanie bloga, nie opanowując wcześniej podstaw ortografii i interpunkcji. Nie mówię, że jestem święta, ponieważ na moim blogu, owszem, od czasu do czasu wkradnie się jakiś chochlik, jednak po przeczytaniu niektórych FF oczy zaczynają krwawić...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!